Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

krótkie cięcia nie dają gwarancji

Andrzej Zdzisław Dygas


wilgotny aksamit                                                                                     
 
lubiłem gdy palił tytoń a jego
skóra oddychała współczuciem
wilgotna ledwie przydatna
często o świcie z moich warg
ślina kapała na jego skronie
pożądanie ociekało i bieliło ostrze
tylko łaskotanie oswajało tragedię

krótkie cięcia nie dają gwarancji
że głowa opadnie łagodnie
w kosz splecionych dłoni
rzadko  bezcenna  ulga
odrywa ból od kości i reszty
a aksamitny pas zaciska tętnice
i łagodzi wstrząsy by
powieki zamknięte na stałe
rozwijały fantazje
a ostre pragnienia
oswajało kąsanie warg i
żucie języka bez smaku

całował i tulił moje plecy
planował
byłem docelowym punktem
w pętli spalonej amfory







hala odejść                                                                                              

wilgotny zapach
szpitalnych korytarzy
ukryty między okiennicami
suche drewno pokrywa
spękana zieleń
na progu wiszą
drzwi na krzywych zawiasach

kościste konary haczą powieki
znużonych oczekiwaniem na wylot
hale zawstydzone prześwitem
bez kontroli wpuszczają
żółte promienie układają się w stos
niezdarne rzeki namierzają
oddech uśpionych
plączą pasma włosów
ziemia wilgotna od ran
czesana milionami rąk
szorstka pełna skaz

papierowy szelest
kruszy gęsty las
stopy ziemi oblepione
kurzem z kości
właśnie teraz
rozstępuje się skóra
rodzi rabaty i leniwe
zaułki







pomarańczowy zapach                                                                  
... w takich miejscach gdzie
w uchylonych przejściach  wisi
ciężki zapach drinków a
po skroniach spływają lepkie 
krople jeszcze  ciepłej  czekolady
i ostrzą wzrok arlekinów
napinają ich mięśnie
nakręcają sprężyny  poruszają  łożyska
wychodzą z pomarańczowych rogów
opierają się  się  o  śliskie bary
przez dna kieliszków łowią zgubione spojrzenia
wiją się i  łaszą  szukają miejsca
powoli wsiąkają  w ściany i obce ubrania
jak spóźnione cienie

na skraju zmierzchu znikają
w kępach kwitnących pokrzyw
w nagich paskach mlecznej  mgły 
pętlic głowy wygłodniałych w pogięty drut
ssać cząstki tęsknoty tulić wilgoć
by nie przepadła w zapachu nocy
nie wyschła na pomarańczowej farbie
 

_____________________________________
publikacja za zgodą Autora 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisy ad personam będą usuwane