Agnieszka Jarzębowska

Później od last minute ... (czytaj więcej)

Fotorelacja

Wieczór poezji w Krakowie

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Paweł Biliński

Przetrwać uda się nielicznym.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Korekcie, okładce, składowi, łamaniu i papierowi

Rafał Gawin

REDAKCJA

Korekcie, okładce, składowi, łamaniu i papierowi

Ale przynajmniej uczysz się na cudzych błędach.





BIAŁY PROTEST

Psu

Jestem chory, więc nie mam sobie
nic do zarzucenia. Pustka. Jem rzadko,
ale treściwie. Mgła. Czołgam się
nieznacznie, ale to był mój wybór
(pustka), zanim wybuchła wojna
(mgła), zanim odszedłem do łóżka.
Śnieg. Codziennie dyżuruję,
by nie przespać końca
(śnieg).






CZWARTA ZASADA DYNAMIKI

Fizyce i chemii

Ale najpierw spotkanie.
Niech wiersz pracuje na jakąś korzyść,
choćby składał się z samych braków.





Z CYKLU: WIERSZE O CHRZEŚCIJAŃSKICH KORZENIACH EUROPY

Czysto logiczne rozumowanie
nie da nam żadnej wiedzy
o realnym świecie.

Albert Einstein

[###]

Czy bez systemu nie masz do siebie dostępu?

Szukając zer,
zwielokrotniasz pustkę.


[666]

Krążę wokół Smoleńska
i nie chcę lądować.


[{{{]

Mam instynkt macierzyński.
Oglądam się za matkami.


[>o<]

Jeśli chodzi o wierność,
to stoi.

Nie jestem kompetentny.


[[+]]

Ślad po krzyżu
jest krzyżem.


[xxx]

Ona nie zacznie wierzyć,
więc możesz jej wszystko wytłumaczyć.


_________________________________________

publikacja za zgodą Autora


 

czwartek, 29 marca 2018

I marzył wśród Wieczerzy Ostatniej Rozpaczy,
By, nie mogąc łez zleczyć, choćby ten prostaczy,
Najprostszy pozostawić dar chleba i wina.

                                                        Leopold Staff







Pełnych nadziei, wiary i miłości
 Świąt Wielkiej Nocy 
 oraz serdecznych spotkań w gronie Najbliższych 

Życzą 

Poeci o Godzinach





poniedziałek, 19 marca 2018

listy ze śmierci nigdy się nie kończą

Roman Honet



sposoby wysyłania listów

podróż od śmierci różni się powrotem
i sposobami wysyłania listów.
jak gdyby nie minęły życie ani czas,
jeżeli tak być musi. granica
tkwi w czekaniu, w rozróżnieniu miar
pomiędzy wyznaczeniem trasy
a postawieniem ostatniej litery:
zmarłem w wielu miejscach, lepiej
byłoby, gdybym umarł w jednym,
wiedziałabyś przynajmniej, gdzie masz mnie żałować.
lub: jadę, jutro wrócę.
więc – jeśli tak być musi –
listy z podróży mają długą drogę,
listy ze śmierci nigdy się nie kończą






krótki kurs klasycyzmu


z Faulknera

coś, co nie było światem,
zjawiło się na nim. zżyłem się z tym pożarem,
zrosłem z wodą. wszystko to była próżność,
jak układanie rymów przez wybrańca bzdur:
zbudziłbyś umarłego na drugą śmierć –
z nudów. trup pewnie wstałby,
otrząsnął się z ziemi.
szepnął: ani nie żyjesz,
ani nie umierasz. a ty byś myślał:
a więc to jest miłość. myliłem się
i tu – i przyszłoby ci myśleć
jeszcze długo później,
jak fałszywa okaże się najgłębsza książka,
gdy się ją zechce zastosować w życiu






litość, ptak z betonu

im głębiej śpię, tym biją mnie
mocniej, plują w twarz, kopią
w głowę – ta kotwica z neuronów,
skręconego deszczu, kobiety –
nie zdarzyły się nigdy,
ale – pozostały. albo
je przyciągnęły liny holownicze,
albo je litość stawia
przed oczami sama. inaczej:
noc nie wybiera snów, tak w drewnie,
jak i w ziemi, a litość, ten ptak, chociaż z betonu,
wie, że śpiewać musi.
i tak to idzie:
nigdzie, czyli tu,
nic – nowy początek
____________________________________
Publikacja za zgodą Autora

poniedziałek, 12 marca 2018

Masz dwa-trzy tysiące i ręce urobione, sen drwala, sen więźnia.

Krzysztof Kleszcz



Fragment poematu dla Łodzi: „Dźwiganie serca”, nagrodzonego w konkursie Poemat Czterech Kultur (2017)


VI 

Albo to: jesteś trybem, kółkiem, tylko nabijasz kabzę tym wyżej.
Masz dwa-trzy tysiące i ręce urobione, sen drwala, sen więźnia.

W weekend chcesz zapomnieć siebie, zwyczajnie trochę nie być.
Mydlane bańki z pachnideł, zwidy, omamy, halucyny, mary.

Poranki robota, kawa szatan, tramwajowy śpik i dalej już
nie ty – pan Detal, pan Moduł, pan Człon. Osiem godzin

tramwajowy śpik, kawa szatan i życie, życie w głębokim fotelu.
Spacer po linie, dzikie zwierzęta otwierające paszcze i twoja głowa

w nich, poręcze ognia, bat tresera. Publika, która klaszcze, chce bisu
a ty masz dla nich: drugi policzek i chleb. Błogosławieni cisi!







Fragment projektu "Dekolt i  śrut" (własne ule i własna mleczarnia)

*** [tracąc]

tracąc
płacząc
tęskniąc
pamiętajmy

te imiesłowy brzmią okropnie




*** [musiałam odejść]


musiałam odejść
miałam dosyć
nie czułam całości

czułam się jak połówka jabłka





*** [ musisz się pokochać ]


musisz się pokochać

na początek lajkuj swoje posty




*** [pamiętasz pierwszy raz]


pamiętasz pierwszy raz

i to co się działo pod tym postem


  

*** [samotność to taka straszna trwoga]


samotność to taka straszna trwoga

lody - cztery gałki, likier pigwowy, orzechy, migdały


  

*** [na wszystko odpowiadał]


na wszystko odpowiadał
to skomplikowane

prostak




*** [w taki dzień jak ten]

w taki dzień jak ten
chcę byś mnie objął
mówił czule
i głaskał

chcę byś mi rozdwajał końcówki





*** [polub siebie]


polub siebie

lub nie lub






BAJKA NA DOBRANOC*

Za oknami zafoliowanymi na czarno – sardynka.
Jadę w busie i mam buzz z Nikt nie suszy, szosa sucha,
czysto. Szalony kierowca steruje pijanym statkiem.
W radio pasmo śniadaniowe. Piękni i młodzi
przejmują eter. Proponują jogging, jogę, jogurt light.
Śmiech misia Yogi. Poczuj mistykę zakwaszonych mięśni
mówi ustawiony. Niech działa enzym, hormon. Niech żyje
król Julian! Potem trzy minuty dudnią basy i stęka wokal.
Wreszcie: dość i pora na prognozę pogody. Pogodynka
z uśmiechem sprzedawcy garnków ogłasza, jakie będzie
tomorrow, a morowy chłopiec nie może się już doczekać.
Wchodzą reklamy środków na libido. Wchodzi
polityczny kwadrans. Kłótnia – lutnia wypada.
Jak ryba wyjęta z puszki, naprawdę wysiadam.
Tlen działa jak halucynogen. I dociera do mnie,
że wszystko będzie dobrze, przyjedzie bajkobus,
dowiezie nam szczęście. Da nam pracę
i odłożymy procę. Zło wezmą złomiarze.
Złe wypadnie z obiegu, obiegnie Ziemię happy end:
żyli w długach, o szczawiu i śliwie.




ETERNITY*

Z wiecznością policzono się jak z eternitem. Zedrzeć,
składować z dala od ludzi. Poszło szybko. Puszczono
Ryśka Riedla: W życiu ważne są tylko chwile. I dalej
prosty przekaz: Ładuj botoks w wargi, włosy smaruj farbą,
przekłuwaj, tatuuj, czuj. Wieczne to utrapienie, ciężkie
Norwidy. Wieczne pióro to pióro na wkłady.
Wieczny student? Dziś wszyscy zdają. Wieczne miasto
zmuszono, by zmieniło strategię promocyjną. Wieczność
jest be, podprogowo wciskano to już dzieciom.
Przeminiesz wszystek – wynajęto chłystka, by wciskał to
między futrynę a szyby. Uknuto slogany. Nawet Sto lat,
bo za blisko wieczności, śpiewano rzadziej. Zalecano:
będzie zabawa, będzie się działo. Pisywano wieczność
na śmietnikach, na odpadach promieniotwórczych.
Śmiano się z na wieki wieków lament. ZUS wyliczał takie
kwoty, żeby nikomu nie przyszła do głowy. Teraz, teraz,
teraz! krzyczała Chylińska w reklamie pożyczek chwilówek.
Wieczność była jak niszowe wydawnictwo
poetyckie, jak faux pas, jak zespół Bolter. Nocą ślusarze
odpinali kłódki na mostach, ogień przy świętych obrazach
polewano pianą, specjalne służby zabierały znicze.
Wiecznie zielone lasy nazwano lasami deszczowymi.
Nie było już motywacji do zostania laureatem –
laur stał się liściem bobkowym.
Ostatecznie w słownikach nie ma słowa wieczność,
jak w budynkach nie ma trzynastego piętra



*
Wiersze z książki „Pański płaszcz” (Kwadratura, Łódź 2016)

_______________________________
Publikacja za zgodą Autora