Roman Honet

Odległość robi tak, żeby pamiętać.

Jakobe Mansztajn

List w butelce

X LECIE POETÓW PO GODZINACH

Jubileuszowy zjazd PPG ... (czytaj więcej)

Rafał Gawin

Spis cudzołożnic ... (czytaj więcej)

poniedziałek, 13 marca 2017

szeleszczą słowa których nie napiszesz


Elżbieta Tylenda







PRZYPADKOWY SCENARIUSZ

20:10
godzinne opóźnienie
jestem na miejscu
ukradli mi rzeczy i nikt tym razem nie czeka na peronie

ulica z ruchem rozpycha się między kamieniczkami
widać nas w tłumie barwnych turystów i ślady na murze
tu byliśmy na całe życie w zdrowiu i w chorobie
i nie odpuszczę ci aż do śmierci
zostały kreskówki w pękniętym pudełku
stara puderniczka z niedomkniętym wieczkiem
a w nim pozytywka która się zacina

trzecie ujęcie  dialog z mężczyzną
przecież mnie pan nie zna a kupuje w ciemno
takie śmieszne cacko od dawna niemodne
skrzypiące melodyjki grane na okrągło i ostatnie odbicie
najsłabsze ze wszystkich jakie dotąd miałam





GRA W NIESKOŃCZONOŚĆ 

szeleszczą słowa niczym mantra
toczy się nieustannie gra w marynarza
ktoś przelicza przegrywa
wygrywa za późno
by rozpocząć cokolwiek
bo jesień przychodzi za wcześnie

na drodze żłobi koleiny kropla
za kroplą słowa padają gęsto
i nikt ich głośno nie wypowie
i nikt nie zapisze w ludzkim języku

*
odchodzisz wolno zacierając ślady
szeleszczą słowa których nie napiszesz
wygrywasz za późno
by rozpocząć cokolwiek więc wybacz
jesieni że przyszła za wcześnie

a nam nie wybaczaj niech tak zostanie
że deszcz się rozpadał
że jestem wodą żłobię koleiny
i karmię drzewo z którego wyrosłam




WCZESNE OSTRZEGANIE

to jest linia kiedy zamknę oczy łamie się
skręca śmiga niczym pejcz prostuje
rzucając ostrzeżenia rozwidlonym językiem

a może wystarczy zmienić skórę ściągając
warstwami odkrywać kody
stopniowo jeden za drugim coraz głębiej
bez znieczulenia

dotykać lepiących się strun aż zaczną drgać
wtedy opuszczę dłonie
zaciśnięte w oczekiwaniu na jeden sygnał
prosty komunikat

naprężone struny dotkną palców szarpną
może zranią zanim wydobędą dźwięk
i znowu
będzie początek jakby się nic nie zdarzyło


____________________________________
Publikacja za zgodą Autorki

środa, 1 marca 2017

MIĘDZY SŁOWEM A OBRAZEM - fotorelacja






MIĘDZY SŁOWEM A OBRAZEM

Jest takie wyjątkowe miejsce w Tarnowskich Górach, Inny Śląsk. To galeria sztuki, którą od 1990 roku prowadzi Krzysztof Mazik. Ściany galerii w tym czasie zdobiły prace blisko 300 artystów, w tym kilku dwu i trzykrotnie. Wystarczy wymienić tylko takie nazwiska, jak: Werner Lubos, Ewa Zawadzka, Roman Nowotarski, Maciej Gryglaszewski, Edward Inglod, Leon Tarasewicz oraz z zagranicy Pavel Hlawaty, Pit Ludwig, Stefan Guber, Gulbat Szwelidze, Dawid Pataraja, M. Epes i B. Weder. Grali najlepsi polscy muzycy jazzowi i bluesowi.
Równie istotną, co plastyka i muzyka, częścią działalności Innego Śląska jest promowanie kultury literackiej. Odbyło się tu ponad 20 konkursów poetyckich, na które każdorazowo zjeżdżali się poeci z całego Śląska. Wieczory autorskie poetów z całej Polski np. Krzysztofa Lisowskiego, Tadeusza Sławka, Jana Pawła Krasnodębskiego, Jacka Klejffa, Macieja Meleckiego i poetów związanych z Instytutem Mikołowskim, Karola Samsela, Karola Maliszewskiego, nie sposób wyliczyć wszystkich oraz promocje nowych książek, recytacje tłumaczeń, dyskusje o literaturze, koncerty poezji śpiewanej, biesiady literackie, prezentacje grup literackich, spektakle, monodramy i happeningi. Trudno znaleźć drugie takie miejsce w Tarnowskich Górach, w którym z taką regularnością odbywałaby się tak wielka liczba imprez o znaczeniu dalece wykraczającym poza obręb miasta.
W piątek 17 lutego 2017 roku spotkali się w szczelnie wypełnionej sali galerii Inny Śląsk tarnogórski poeta Grzegorz Kielar oraz fotografik Marek Wesołowski. Ideą spotkania Między słowem a obrazem była prezentacja portretów lirycznych i fotograficznych bohaterów tego wieczoru.
Grzegorz Kielar urodził się i mieszka w Tarnowskich Górach. W przeszłości pracował jako nauczyciel. Jest laureatem kilku turniejów i konkursów poetyckich. Jego teksty były prezentowane w krakowskim i katowickim radiu, weszły również do antologii Czy w tym mieście mieszka poeta. W 2011 roku Kielar wydał tomik I chyba lepiej tak, w 2014 Skrajem, a w 2016 roku węzły węzełki.
Marek Wesołowski mieszkaniec Dąbrowy Górniczej jest fotografikiem, jak sam podkreśla poszukującym samoukiem, od 2010 r. członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików, Śląskiego Towarzystwa Fotograficznego, Żorskiego Towarzystwa Fotograficznego „Kadr” oraz nieformalnej grupy fotograficznej „999”. Realizuje fotografie z zakresu pejzażu, reportażu i portretu. Uczestniczył w kilkunastu wystawach w całej Polsce.
17 lutego jest Światowym Dniem Kota. Fakt ten nie pozostał bez wpływu na przebieg spotkania. Razem ze zgromadzoną publicznością zachwycałem się czytanymi przez poetę Irusiem i Linoskoczkiem, którego inspiracją był Dzień Kultury Ulicy 2014 w Tarnowskich Górach. Grzegorz Kielar jak kot chodzi własnymi ścieżkami. W utworze Wiersze i koty mówi: (…) mój kot który jest poetą / i jeszcze o tym nie wie / mruga zbyt długimi zdaniami / o wróblu za oknem / (…) mój poeta uważa że jestem kotem / który wkrótce odkryje swą / prawdziwą naturę. Jest w tych wierszach pełna napięcia kocia cisza, jak podczas skradania się i uważnego skupienia na obserwowanym przedmiocie: (…) kiedy zaczniesz buszować / zbyt intensywnie / i pęknie ostatnia powieka / zostaniesz namierzony. Ale znajdziemy także kocią zabawę. Igranie słowami i związkami frazeologicznymi daje ciekawe efekty: (…) zanim wyschną na sznurze wiersze i wróble / zanim zdecydujesz się wyjść na dobre / zostaw na szybie oddech i drzwi zamknięte / na oścież. Poeta ma jednak świadomość, że żeby się bawić słowem / trzeba mieć mocny łeb i nogi, więc czyni to z umiarem.
Portrety eksponowane przez Marka Wesołowskiego uzupełnił Kielar kilkoma swoimi wierszami z tomiku węzły węzełki. Te poetyckie portrety powstały w czasie trzytygodniowego pobytu poety w szpitalu na oddziale psychiatrycznym. Najcenniejsza w tej poezji jest empatia i głęboki humanizm, rezygnacja z oceniania i wartościowania oraz sposób w jaki Kielar mówi o najważniejszych dla człowieka sprawach: miłości, samotności, starości, śmierci. Jest w tych wierszach optymizm i szlachetna prostota, które uwodzą czytelnika. Podobne cechy znajdziemy w fotografiach Marka Wesołowskiego. Próżno szukać w nich blichtru i warsztatowych fajerwerków. Jak mówił sam autor najpierw stara się poznać człowieka, którego ma fotografować. Lubi też powracać do tych samych osób po latach. Obserwować jak się zmieniają. Fotografia jest nie tylko czasem zatrzymanym w kadrze, ale implikuje cały szereg nowych znaczeń, nowych narracji. Jak napisała Ewa Parma To więź, która może potrwać długo i nie będzie uwierać, domagać się wyłączności ani przysiąg na wieki. Każda chwila może być okazją, by utrwalić cień uśmiechu, rozpaczy, gniewu, wyraz oczu, który przyszłemu odbiorcy nie pozwoli szybko odejść i zapomnieć. Każe mu stać przed zdjęciem i podejmować próby przejścia przez bramy czasu i oczu, wyjść ze swojej strefy intymnej i wejść w cudzą, zamienić się miejscami…
I tak staliśmy przed tymi zdjęciami i rozmawiali o fotografach „złodziejach dusz”, o punktach stycznych pomiędzy poezją i fotografią, o tysiącu innych rzeczy, o których można rozmawiać na takim spotkaniu. To był wyjątkowy wieczór. Jeden z tych, których się nie zapomina i przez wiele lat przywołuje słowami: A pamiętasz jak w 2017 Kielar i Wesołowski mieli spotkanie u Mazika w Innym Śląsku”?



Andrzej Kanclerz
























fotorelacja:  Marzena Wesołowska

środa, 22 lutego 2017

W opady topniejących chwil, kruchych kapsuł na osi czasu



Piotr Gajda


Rozmowa z Doktorem Śmierć

Dying is not a crime

Z pustego w próżne, z próżnego w próżnię, z próżni
w próżność, z próżności w prószenie sekund. W opady
topniejących chwil, kruchych kapsuł na osi czasu,

w których zamarło życie ze strachu przed końcem.
Lecz cóż miałby on wieńczyć? Trwanie Sfinksa,
pogrążone w galopującej erozji? Skoro zesztywniało się

z trwogi, już lepiej być gnomonem i rzucać cień
jak serce za przeszkodę. Tak, jest pan śmiertelny!
Proszę wyobrazić sobie taki obraz: pająk zaplątany

w nici czasu. Śmierć tymczasem czeka. Żyje w pajęczaku,
płynąc w jego układzie krwionośnym, w którym krew
wylewa się do jam ciała, obmywając je i dostarczając

składników pokarmowych i tlenu. Kto tu jest
drapieżcą? Wynikłe z tego pytania konsekwencje
jawią się jako kwintesencja sensu, a niekonsekwentne

jest wyłącznie ciało. Narodzić się tylko po to, aby zwiotczeć.
Wakat duszy w organizmie biorcy ma swoją trupią
logikę. Jest niedziela, godzina piętnasta trzydzieści

cztery. Czy wydarzy się godzina szesnasta, osiemnasta
albo dwudziesta czwarta, tego nie można być pewnym,
doktorze! Ale też nie warto o tym myśleć po latach

dryfowania z prądem. Jak źdźbło, papierowa
łódeczka z dzieciństwa, która rozpuszczała się
i zmieniała w mokrą kartkę, wyrwaną ze szkolnego

zeszytu, zanim dotarła do wyimaginowanego portu.
Była jak palimpsest, zapisany wilgocią krążącą po ciele,
aż zapomniana, wyschła niczym koszula wisząca na starcu.




Klątwa

Dopuszczamy do siebie wszystkie smaki spienione
śliną, żeby gładko ściekały przez przełyk,

inaczej niż słowa, co nieraz utknęły w jego odpływie.
Czekać na przypływ, znaczy zapatrzeć się na księżyc
jak na zakrzywiony nóż, jakim kroi się mięso,

przecina ścięgna, na których wisi wola życia,
nasze ruchy w przód, skoki w bok lub w zupełną

ciemność. Rozumie się, że po omacku, jak ślepiec,
kiedy rozpoznaje rysy obcej twarzy i nagle wzdraga się,
bo to nie jest twarz człowieka. W gruncie rzeczy tracąc

grunt pod nogami, zaliczamy właściwą naukę,
zamiast tej pseudo, a właściwie to psycho,

skoro każdy przeczytany dystych będziemy przeliczać
na tłuste albo postne kalorie, wkładać w usta palce
niczym frazesy, żeby bez przeszkód pojechać do Rygi,

błędnie zaliczanej do ligi miast obryzganych treścią
wsobnych dialektów, jako że wszystkie są efektem jo-jo.





Dowód

Dlaczego akurat trzystu? A nie, dajmy na to,
siedmiuset? Ilu poetów zmieści się na łebku

szpilki? Oto jest powód do dysputy rozciągniętej
w czasie podobnie jak próby potwierdzenia hipotezy

Poincarégo. Równie daremne, co bezsensowne,
jeśli z metafory niczego nie pojmą napierające masy,

z hukiem roztrzaskując się o składnię niby zadarty
dziób concorde’a o uskok. Niech dalej wyjadają

gówno spod nawożonego drzewa poznania
dobra i zła! Trylion much nie może się mylić,

z jakiego więc powodu miałby podrywać skrzydła
na jedno zawołanie? „Każda trójwymiarowa zwarta

i jednospójna rozmaitość topologiczna bez brzegu
jest homeomorficzna ze sferą trójwymiarową,

czyli brzegiem czterowymiarowej kuli”.
Doprawdy? Możecie sobie krzyczeć o tym do woli,

bo kto uwierzy gromadce ściśniętej bez ładu
i składu na fabrycznie wymodelowanej główce,

że najogólniej chodziło jej o to,
jaki kształt ma Wszechświat?




Opublikowane wiersze pochodzą z tomu „Śruba Archimedesa” wydanego nakładem Domu Literatury w Łodzi i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Łódź 2016
______________________________

Publikacja za zgodą Autora

wtorek, 14 lutego 2017

to nieprawda że możesz powiedzieć wszystko


Dorota Nowak




pył

chcesz zobaczyć moje podskórne rwące się myśli
o tej porze dnia w której widać jak z lekkością
podnosisz kamienie układasz jeden na drugim
jakby miały sięgnąć słońca rozbić je na fajerwerki

tymczasem ziarno piasku które mam od ciebie
wyciska łzę toczy się powoli rani naskórek
ściera w pył twój zapach ślad i moją wilgoć
nasze my ukryte w przezroczystości diamentu

twoje imię łasi się ociera wraz z piaskiem o kamień
drapie pazurem jak krzesiwo rozpala ogień
a ty bardzo chcesz zobaczyć iskrę rozkruszony głaz
światło nad tlącym się nieustannie ogniskiem





antidotum

mój przyjacielu słucham twoich opowieści
one budują wydłużają dzień uśmierzają
stary kocur siada między nami chowa pazury
uczula rozpylając sierść w pomrukach

wczoraj mówiłeś o zabłoconych butach
o wstydzie gdy stawiałeś je w szeregu razem
z lśniącymi cholewkami z zadartym noskiem
o zaciskaniu pięści by nie rzucić się na bruk

przyglądam się twoim dorosłym stopom
one przenoszą życie na drugi brzeg do miejsc
w których matka czyści buty przed podróżą
ustawia lśniące całuje czoło na dobranoc





drobiazgi

nie prosić o drobiazgi o słowa
wytrzymać rwący nurt przepłynąć wpław
to nieprawda że możesz powiedzieć wszystko
gdy przyjaciel deklaruje wieczność

za piątym razem już wiesz że słońce
gaśnie powoli zachodzi odchodzi
tylko kamienie wydają się być niezniszczalne
szczególnie te na drodze i te z nieba

czy potrzebny jest widok matki
pchającej wózek z dzieckiem które nigdy
nie postawi stopy na kamieniu nie pobiegnie
by spojrzeć w niebo by widzieć?



______________________________________
Publikacja za zgodą Autorki